Premiera „Bal w O…”
Marzec 22nd, 2011
Próby, litry farby i tony gipsu, brak jedzenia, liczne siniaki, zarwane noce, pot, krew i łzy. A potem… róże, całusy, pochwały, łzy szczęścia i satysfakcja, że daliśmy radę. I niech nam ktokolwiek jeszcze kiedyś powie, że nie warto.
Zebranie,
Pomost o dziwo stawia się na czas na Sali w Jaśkowicach. Wszyscy krzyczą, biegają, jedzą pośpieszne obiadki i słuchają Piórka, który za wszelką cenę próbuje namówić nas do zakończenia konsumowania i skupienia się na kwestii przygotowań. W końcu jednak przestajemy jeść, ale bynajmniej nie dlatego, że posłuchałyśmy dobrego kolegi, po prostu jedzenie się skończyło.
Przygotowania
Przebieramy się w profesjonalne ciuchy lekkoatletek (czyt.stare dresy) i zaczynamy rozgrzewkę, wyrzucamy całą złą energię i biegniemy zrobić z siebie małe Tuwimowskie, arystokratyczne damy i mniejdamy. Faceci oczywiście przebierają się w 3 sekundy, a potem na nas znowu krzyczą. Nie brakuje nam w tym momencie problemików… ktoś ma oczko w pończochach, a ktoś przypadkowo został porażony prądem 40-letniej lokówki mojej babci…
Nawet nie wiemy kiedy ucieka nam ten cały czas…
W końcu, ni stąd ni zowąd słyszymy zza zastawek gwar wchodzącej publiczności, który stopniowo cichnie i na jego miejsce pojawiają się cichutkie odgłosy harmonijki.
Amok! Ekscytacja! Spełniające się marzenia! Wyluzowanie wraz ze stresikiem! Po prostu to, co wszyscy tak kochamy!
Wszyscy wracamy do rzeczywistości, kiedy pierwsza osoba zaczyna bić brawo, wychodzimy do ukłonu, widzimy wszystkich ludzi bez których to wszystko nie miałoby sensu. Łzy szczęścia napływają do oczu, ale nie pozwalamy się im wydostać. Jedyne słowo, które chce się wypowiedzieć, a nawet wykrzyczeć to „DZIĘKUJEMY!”.

Dodaj komentarz
Można użyć tagów HTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback | RSS Feed